szybka reakcja.

wracam myślą do psychozy. której? tej przez mnie opisanej na blogu, czy dwóch po niej następnych, których pozbyłam się w ekspresowym tempie podczas pobytu na oddziale dziennym. znam siebie, potrafię wyłapać pierwsze objawy. zna mnie moja psychoterapeutka, do której chodzę od czterech lat co tydzień. ona przede wszystkim trzyma rękę na pulsie. tak, możliwym jest nie dopuścić do psychozy, unieszkodliwić ją przy pierwszych, lekkich jej objawach. myślę sobie, że dobrze mieć w tej chorobie kogoś zaufanego, bliskiego, kto spogląda na nas z troską i wielką uwagą, i w razie potrzeby interweniuje.

czas na siebie.

jestem ogromnie zmęczona, wypruta. uważnością, przeżywaniem cudzych słów, czytaniem tego, co napisali inni, co powiedzieli, co we mnie zostawili. to nie zawsze są światy paralelne, bliskie. czasem wydaje się mi, że jedyne życie jakie wiodę odbywa się na poziomie odczuwania tego, co czują pozostali. niekiedy jest tak, jakby już nie wystarczało miejsca i sił na odbiór własny, na realizację swoich wizji, potrzeb, emocji.. na życie ze sobą i tylko ze sobą.

solaris, autoportret.

komfortowa, nieinwazyjna biel. funkcjonalność i przezroczystość zamkniętych w ścianach przedmiotów. żadnego naddatku. wnętrze mojego mieszkania sterylne jak jałowa gaza, futurystycznie ascetyczne. Ola mówi, że nasz dom jest naszym większym ciałem. muszę więc wyglądać w lustrze jak ono samo: krystaliczna, z wolną w oczach przestrzenią. tylko, co nagle w tym wszystkim robi soczysto-żółty, designerski fotel?

syntetyczne słońce we mnie?
umiejętność niezdrowego naświetlania?